Cały dzień to jakaś jedna wielka PORAŻKA.Jeśli wczoraj pisałam,ze miałam beznadziejny dzień to dziś przekroczyłam wszelkie rekordy.Na matmie-cholernie trudny sprawdzian,na polskim-test z lektury, której nie przeczytałam<ahh i te wymuszanie przeprosin Świni-bezcenne>na geo- dowiaduję się,że jestem zagrożona.I po feriach mam zaliczać CAŁY semestr.Gdy to usłyszałam,nawet nie wiem kiedy,zaczęłam płakać.Przy całej klasie.Jestem żałosna.Powodem nie była tylko geografia,ale także -jak to przekażę mamie i I.Zupełnie nie wiem co z nim.Dziś mi napisał:
"Po prostu nie chce mi sie pisac dzisiaj .I ostatnio coraz wiecej o nas mysle. Ale o wszystkim sie dowiesz jak porozmawiamy w cztery oczy.Bo przez facebooka nie ma sensu. To bedzie bardzo szczera rozmowa...i nie wiem czy wszystko Ci sie spodoba.Wiecej sie dowiesz jak sie spotkamy"
Przeraża mnie to wszystko jak cholera.CO on chce zrobić?Mi się wydaje,że zerwać znajomość.Bo tylko TEGO mogę się bać.Co Ty mi zrobiłeś?Myślenie o Tobie i jak może być sprawia,ze się uśmiecham..i po co ?Dawałeś mi jakieś iluzje szczęścia.
Jutro-rosyjski.Ciekawe co wymyśli pani U i czy dostanę na 100 % tą 6?Byłoby miło. No i najważniejsze-czy poprawię chemię?Czas pokaże.
Nuta na dziś :Iza Lach - Chociaż raz